wtorek, 27 września 2016

Gotowy!

Przy tym swetrze pobilam chyba rekord, faktycznie zdazylam wydziergac go podczas mojego dwunastodniowego urlopu. Oczywiscie nie dziergalam go calymi dniami czy do pózna w nocy, wlasciwie tylko wieczorami przy audiobooku (aktualnie dzieje poloznej we wczesnym sredniowieczu...) i oczywiscie na gromadnym dzierganiu w domu kultury, ale tutaj tylko dwa razy, bo dokladnie dzisiaj- jak juz bylam na etapie zakanczania, i tydzien temu, jak go mialam akurat narzuconego na druty, notabene po raz drugi, bo przy pierwszym rozliczeniu oczek okazal sie za szeroki i to dokladnie w moim uczulonym miejscu, czyli miedzy pacha i biustem ;)

Rekaw tez zdazylam na niedziele jeden zrobic, wydawal sie byc w porzadku, wygladal na mnie tez do rzeczy, ale jakos do calosci nie pasowal, sprulam wiec i dorzucilam mu cztery oczka wiecej. Lubie rekawy nie za szerokie, moga spokojnie przylegac, i nie moga byc za dlugie. W przeguby jakos nie marzne, a takie "przykrótkie" swietnie sprawdzaja sie przy zmywaniu :D

Zdjeciowo. Wieczorem zrobilam wszystkie lamówki, znaczy po bokach i wokól szyi. Jeszcze w domu kultury zaczelam dolny sciagacz, który dzisiaj wieczorem szybko skonczylam. Tutaj przymierzam sie do oznaczenia guzików, gdzie na drugiej stronie mam robic na nie dziurki. Wyszlo, ze co 20 oczek ma byc dziurka.



Guzikowo. Tym razem guziki czekaly na robótke, byly, zanim jeszcze wiedzialam, ze przydadza mi sie do tego akurat dziergadla, dzieki Weisefrau vel Gackowa :*


Nie na kazdym zdjeciu to widac, bo kolory sa przesadzone, ale faktycznie ladnie komponuja z tym kolorem, do tego sa skórzane, a wiec leciutkie, nie obciazaja sweterka.

Tutaj kolor zaczyna byc dziwny, przy sztucznym oswietleniu. A akurat juz mam gotowa lamówke z dziurkami, i zaznaczam, gdzie na drugiej stronie przyszyc te guziki. Po prostu w dziurke zatykam markera, którego potem przesuwam na skraj, bo na srodku przyszywam guzik.


Wiem, tutaj wyglada to fatalnie... ale w rzeczywistosci o niebo lepiej. Sweter siega mi poza tylek, czyli fajnie grzeje. Szkoda, ze nie zdazylam go zrobic jeszcze w lecie, bylby idealny do szortów, których mam dwie pary i obie w bezowym odcieniu.


Na mnie ma sie to tak:


Góra pasuje, i nie mam fald w strategicznie waznym dla mnie miejscu (patrz wyzej).
Na szyi nosze okablowanie do ogladania telewizji, bo oczywiscie dziergajac, ofladalam tym razem bardzo dobry film o burn- oucie; czytalam takze kiedys ksiazke, na podstawie której powstal ten film. Przy zdjeciu guzików widac tytul zakreslony w programie.

Na koniec dane techniczne. Zuzylam niecale 50 deko mikrofibry, zostalo tylko tyle:


Wlóczka z odzysku w domu kultury miala takie parametry:


Ja zrobilam na drutach numer 5, przeskoczylam na 4,5 jedynie na sciagaczu na dole, i pozostalam przy tym drucie do lamówek i wykonczenia wokól szyi. Fajnie sie przekreca te Knit Pro, jestem zadowolona z patentu i zachwycona. Dlaczego nie mialam juz ich wczesniej? Ano tak, z poczatku to nieludzkie pieniadze za nie chcieli ;) teraz dokupuje sobie w necie a to zylke, a to druty, jesli cos ciekawego i niedrogiego mi wpadnie w oko. Mój zestaw "poczatkujacy" mam juz rozbudowany, nabylam tez potrzebne druty "polówki", a w drodze do mnie jest zylka o dlugosci 50 cm. W jednej promocji nabylam 4 rózne zylki, przy czym pierwsze trzy na pewno bede uzywac, ale po co mi zylka póltorametrowa, to sie jeszcze zastanawiam. Byla w zestawie, to i mam teraz taka jedna mega- dluga.

piątek, 23 września 2016

Co wydziergalam

Mam pare dni urlopu, i zdazylam wydziergac skarpetki na zamówienie dla Djilii:


Kobitka ma faktycznie rozmiar buta 42. To kolezanka z pracy, zatrudniona jest na geriatrii, ale jako "skoczek" bywa u nas i pracuje ze mna w nocy. Opowiedziala mi ciekawa historie, jeszcze z zamierzchlych czasów, czyli z roku 2003- 2004. Wtedy nasz szpital przejelo towarzystwo ewangelickie, które co prawda nie zewangelizowalo nas wszystkich, ale wtedy np zniknely z planu operacyjnego aborcje, bo nie pasowaly do wizerunku szpitala. W tym tez czasie nasz szpital zostal polaczony z innym malym szpitalem, w miasteczku 15 kilometrów od naszego oddalonego, w jedno "centum", co oznaczalo, ze podzielilismy sie specjalizacjami. Po trzech latach pomysl okazal sie do dupy i znowu sie rozwiedlismy, co nie tylko ja od poczatku przypuszczalam, ze tak bedzie, no ale wszystko jedno, najsampierw to szefy maja niby racje. Jeszcze przed ta szpitalna komitywa w tym drugim szpitalu zaczela pracowac wlasnie Djilia, oczywiscie umowa czasowa, juz wtedy byly takie w modzie. Gdy umowa sie konczyla, Djilie postawiono przed ultimatum: albo sie wpisuje do kosciola ewangelickiego, w sensie podatków, albo umowa nie zostanie przedluzona. Bo wtedy nazywalo sie, dla obu szpitali, ze maja one pracowac zgodnie z zasadami obu duzych kosciolów, co tez mialo zaowocowac faktami nowých przyjec do pracy jedynie ewangelików i katolików. Podejrzewalam juz, te trzeba bedzie w pracy nosic w kieszonce akt chrztu, jakby ktos zechcial skontrolowac ;) Djilia nie dala sie wciagnac do chrzescijanstwa (podatkowego), bo "my jaby nie bylo, jednak jakos muzulmani jestesmy". Jakos Muzulmani jak najbardziej trafne, bo nie dosc, ze i psy w domu miewaja, co muzulmanom wcale nie przystoi, to Djilia i w spódniczce mini do pracy popyla, a chusty zna tylko z ulicy, u innych widzac. Tacy odmienni muzulmanie, to oczywiscie europejczycy, Djilia i jej rodzina pochodza z Kosowa.

Powracajac do tematu, akurat dziergam rozpinany sweterek dla mnie, raglan, przód w serek. Jeszcze nie wiem, jak i czy wogóle bede go zapinac, odpowiednie guziki mam, mam tez fajna jedna zapinke, ale widze, ile razy zapielam mój ubiegloroczny niebieski, to raczej do tej jednej spinki daze.


Kolor pod Miroslawe ;) Jak widac na modelu, robie na moich nowiutkich Knit Pro, naprawde fajna sprawa z tym odczepianiem, zatyczkami; wczoraj przedluzylam zylke i przymierzylam. Na poprzednich drutach, które notabene tez bardzo lubie, sa to bowiem bardzo "poslizgowe" Lana Grossa z granatowa zylka- niestety bylo to mozliwe jedynie z ograniczeniami.

Dziergam na drutach numer 5, pierwszy raz w raglanie, i okazalo sie, ze akurat w tym rozmiarze nie man drutów pieciu, ponczoszniczych, na których dziergam rekawy. Tutaj niezawodny okazal sie miejscowy KiK, w którym za drobne pieniadze mozna nabyc rózne drobiazgi, jak takie wlasnie druty. 4,5 tez byly, i tez kupilam, Moje zbiory konczyly sie bowiem na rozmiarze 4.

Na koniec oficjalna fotka z pieknym prezentem, który dotarl do mnie w zeszlym tygodniu- szal lace, z pieknym wzorem, którego noszenie ma mi przyniesc szczescie:


Tak wiec moge sie odprezyc, co ma byc, to bedzie, a dlaczego wlasciwie nie :) 

wtorek, 20 września 2016

Pogadanka z Mirka

Akurat czytam u Gertrusi o psich przygodach. Pies wziety na czas urlopowy, a wiec jest baaardzo inaczej, niz ze swoim, którego zna sie (wlasciwie) na wylot.

Pies to oczywiscie temat, czy "brudzi", czyli, czy obsika i narobi w domu. Mirka nie byla szczenieciem, mieszkanie w domu juz znala, byla wiec "czysta". Po paru tygodniach doszla do wniosku, ze na szybki sik mozna by przeciez wykorzystac mate w piwnicy. I tak odkrylismy kaluze. A wiec Mirke do rachunku sumienia. Nalezy wspomniec, ze Mirka wtedy dopiero zaczynala przygode z jezykiem niemieckim ;) a z bosniackim u mnie kiepsko. Tak wiec tlumaczac rekami i nogani (nie w sensie kopniaków, zeby ktos nie pomyslal... po prostu tak sie mówi...) i przy kazdym przejsciu z nia kolo tej juz wypranej maty powtarzalam jak mantre: tutaj- siku- robic- nie! Po jakims czasie w jej wzroku dostrzeglam wyrazne znudzenie ta zdarta plyta, jakby chciala mi powiedziec, przynudzasz, nikt tu wogóle nie sika. Od tej pory byl spokój.

Z Mirka wychodzi sie regularnie, mamy spory ogród, Mirka sika najchetniej przy garazach na trawke, która miejscami jest wypalona, a miejscami wybujala. Ciekawostka jest, ze kupe zrobi tam tylko, jak ma jakies zawirowania w brzuchu, normalnie unika brudzenia swojego terenu. Tak wiec chodzimy, rano i wieczorem, na dluzszy spacerek, godzina i wiecej, podczas których Mirka zalatwia swoje wieksze sprawy.

Jakies 10 dni temu, spacerek wczesnowieczorny, po drodze zaplanowalam jeszcz eszybko do piekarza, zanim zamknie sklep badz towar mu sie skonczy, a trzeba bylo chleb jeszcze kupic. Tak wiec, najpierw ten chleb w torbe, trzy funty, i mówie do Mirki, w miedzyczysie bardzo gramotnej w niemieckim i niech mi nikt nie próbuje wmawiac, ze pies ludzkiej mowy nie rozumie, jedynie znaczenie jakichs slów- mówie do niej, to teraz szybciutko w strone parku, potem rzeczka, zrobisz sobie kupe (oryginal: Haufen machen) i do domu jesc. W parku Mirka nie kucnela, ani nad rzeczka, ani przez pola do nastepnego siola, ani przy pasacych sie koniach, ani w drodze powrotnej do naszej miejscowosci, godzina minela, ja dygam ten chleb w torbie, Mirka nie sra i badz madry i pisz wiersze. Tak wiec niezalatwiwszy potrzeby, wrócilysmy do domu.

Okolo dziewiatej wieczorem Mirka jest jeszcze raz, przed oficjalnym spaniem, wypuszczana przed garaze, ale tego wieczoru juz o wpól do dziewiatej przydreptala do mnie i zagadala w te slowa:

- Hi ho he ha hyyyh.

Na co ja jej odpowiedzialam:

- Gadaj od razu, ze teraz kupe chcesz robic.

(Oryginal: Haufen machen).

Mirce zaswiecily sie oczy, wyszczerzyla wszystkie zeby w usmiechu, popatrzyla na mnie z wyraznym uznaniem w bursztynowych oczkach:

- Lucy, jaka ty jestes inteligentna, pelen podziw!

Tak wiec zebralysmy sie i poszlysmy troche dalej, niz przygarazowa trawka, i przy glównej pryncypialnej ulicy Mirka walnela kupsko, które oczywiscie w tym miejscu musialam zebrac.

Tak na marginesie; jak ja przekonac do kupkowania na wlasnym terenie? Czy moze nie ma to sensu, bo ona widocznie zaparla sie, aby nie robic na swoim?



niedziela, 18 września 2016

Festyn

Swieto pieczonego ziemniaka, co roku o tej porze. Po wczorajszym deszczu caly dzien, pogoda dopisala. Temperatury spadly, ale bylo sucho.

Nasza miejscowa orkiestra deta, czyta sie tradycyjnie, ale gra naprawse super i ma nie tylko tradycyjny repertuar. A gdy wystepuje solista i spiewa o tym, gdzie jest jego ojczyzna, i gdzie jest w domu- tutaj- to wszysvcy od wielu lat siadaja z wrazenia.


Czesc oficjalna. ÜPrzemowy, ziemianki, beczka piwa.


 Pod ta knajpa grali rocka. Jak widac, nie tylko mlodym sie podoba ;)


Tradycyjne kucyki.



Orkiestra juz w swoim namiocie.


Baloniki naleza do festynu od zawsze i wszedzie.



Zmiana muzykalnej dekoracji.


Ciekawostki z palet. Wypróbowalismy, siedzi sie nawet niezle.


Albo jako podstawka pod kwiaty.



Miroslawa tez miala niezle, jako byly pies uliczny uwielbia wszelkie festyny i gromady ludzi, a i muzyki chetnie poslucha, oby nie za glosnej. Lubi, jak idzie, i ktos do niej zagaduje po imieniu ;) nasza miejscowosc mala, to i wszystkie psy mniej wiecej sie zna, a Mirka jest bardzo zauwazalna. Na koniec dnia dostala z wedzonej ryby leb i ogon, byla zachwycona takim swietem :D


środa, 14 września 2016

Przy tych upalach

zaczynam powaznie marzyc o...


I to tak non stop ;)

35 stopni w cieniu to jest zdecydowanie za duzo. Na szczescie, mój obecny tydzien pracowy trwa tylko 3 dni, czyli jeszcze tylko dzisiaj na dyzur, potem mam pare dni urlopu, który zaplanowalam jeszcze w listopadzie ubieglego roku, aby miec W KONCU RAZ wolne na miejscowy festyn. Bo festym mamy co roku bardzo fajny, w niedziele, miasto jest zamykane na 7 godzin, sa stragany, muzyka, pochód, pieczone ziemniaki i inne atrakcje, i mozna spotkac kazdego, kogo sie caly rok nie widzialo. Jak pracuje w ten dzien i wstaje okolo drugiej- trzeciej po poludniu, i zanim sie zbiore, to juz pierwsze stragany sa zamykane. Pchli targ tak czy inaczej, a lubie co nieco na nim przejrzec, i czasami jaka sperelka sie trafi. Ostatnio oryginalne porcelanowe filizanki dla lezacych z dziubkiem ;)

AfD oczywiscie w mojej gminie miala prawie zerowe poparcie, co jest juz pozytywnym sygnalem- pomimo mieszkajacych tutaj paru setek uchodzców i emigrantów gospodarczych. Rejony blizej Hanoweru wybraly juz inaczej. My wybralismy SPD, jak sie nalezy.

Dzierganie. Ostatnio cwiczylam te rzedy skrócone, mialam dwa filmiki do wyboru z proppzycjami, jak to robic, wybralam metode z narzucanymi oczkami. Nie wiem, co robie zle, bo robie identycznie jak dziolszka kaze, dokladnie jak ona prowadze nitke, a wychodzi inaczej. Te rzedy skrócone po prawej stronie wychodza mi jak nalezy:


czyli praktycznie ich nie widac, tak ma byc, a z lewej strony sa przekrzywione, i widac je za bardzo. A jak sie wglebic w materie, to i dziury mozna wydlubac :(



A dokladnie tak ma nie byc, i wyglada to kijowato. Po lewej stronie robótki wygladaja te rzedy tak, jak w filmiku:


No i badz tu madry i pisz wiersze. A jak bym juz ladnie umiala te rzedy skrócone zrobic, nadal jest mi zagadka, jak te umiejetnosc przelozyc na robienie w zamknietych rundach w raglanie. Póki co, dalam sobie spoków, by cmoze kiedys dostane oswietlenia, jak tobic prosto te z lewej strony, i jak rozumiec schemat raglanowy.

Tak wiec przerzucilam sie na nieproblematyczne skarpetki, jedna pare uprowadzil juz syn do Oldenburga, nie zdazylam sfotografowac, a w torebeczce mam akurat takie na drutach:


W pracy mysle czasami, ze jakos wszystko sie zmienia, i to nie na lepsze, nawet pacjenci i ich rodziny byli kiedys jakby ciut... madrzejsi. Rozmowy, jakie czasami prowadze, to juz sama nie wiem, czy ja jestem snobem, czy druga strona opadla na lewel, który jest mi zdecydowanie za niski. Sorry, ale czasami trzeba i tak to okreslic. Przynajmniej w tym tygodniu nikt nie umiera, dwa tygodnie temu mielismy trzech pacjentów, u których umieranie ciagnelo sie w nieskonczonosc, cale dnie dla innych, pare nocy dla mnie, i czlek mógl jedynie stac i sie przygladac, co przyjemne nie jest, i czasami myslalam, ze psy i koty to jednak maja lepiej, i nazywa sie to rozwiazaniem humanitarnym.