piątek, 2 grudnia 2016

Mitenki i kolacja oddzialowa

Byla wczoraj, kulinarnie pelny wypas. restauracja tez byla wybrana z wyzszej pólki. Mitenki zrobily furore, rozpakowalam pod sam koniec, zeby dluzej bylo do myslenia, co ja tam mam dla wszystkich, nieduze, lekkie, a ponoc dla wzystkich ma starczyc i jeszcze zostac ;)


Tu juz nie wszystkie, zrobilam 25 par, 5 rozdalam juz przed kolacja, dla tych, którzy nie mogli na kolacje przyjsc.



Ostatnio zrobilam tez dwie pary meskich skarpet w rozmiarze 44:




Tez sa przeznaczone na prezenty. 

wtorek, 29 listopada 2016

Ach ten blox

Zajrzalam na kilka blogów, i blox nawet dal mi szanse komentarza- na kilku blogach. A potem chyba wlaczyl jakis limit, bo juz do Fusilki, Urszuli i BBM mnie nie wpuscil, nie otwiera stron i kuniec! Denerwujace to jest strasznie, zdjec za duzo tez nie lubi- zdazylam przeczytac na ten temat u Veanki, nie wiem, co to za cyrk na kólkach. To byl powód mojego odejscia z bloxa, ile tu juz jestem, jakies 2- 3 lata? I przez ten czas na bloxie nic na lepsze sie nie zmienilo, szkoda!

Powracajac na wlasne podwórko. Mam za soba dosyc pracowity tydzien, nawet przez glównego szefa zostalam nawiedzona w srodku nocy; szukal wolnych lózek w normalnie niezamieszkanych pokojach. Przy okazji obejrzal sobie pokój po sprzatnieciu go przez sprzataczki. Do zalamania rak, wszystko rozgrzebane, w pokoju jeszcze stojak w kroplówka, nie napoczeta, na parapecie równiez nie otwierane jeszcze butelki z woda, i nie wiadomo dlaczego, lazienkowy kubel na smieci w umywalce. Z tego, co wie, daja go tam sprzataczki, jak na scieraja podloge, ale dlaczego nie wyciagaja go z powrotem, to jest zagadka i dla mnie. W kazdym razie "dobrze, ze na ten temat rozmawialismy", i od nowego roku sprzataczki nie beda juz przychodzic z jakiejs podfirmy, lecz beda takie zatrudnione przez szpital. Ciekawe, za jakie pieniadze, bo te dotychczasowe byly za tansze.

Tydzien temu mialam na oddziale 48 pacjentów, i jak juz w domu sie wyspalam, to sobie usiadlam u kalkulatorem w rece i wyliczylam takie liczby:

- mój dyzur nocny trwal 10 godzin, to jest 600 minut,
- liczba pacjentów: 48,
- gdy podziele te 600 minut przez liczbe pacjentów 48, wychodzi mi, ze przez cala noc mam dla pojedynczego pacjenta 12 i pól minuty,
- gdy rezygnuje z mojej przerwy, która trwa 45 minut, czyli 2700 sekund, i te 2700 sekund przerwy podziele przez liczbe pacjentów 48, wychodzi mi, ze zyskuje dodatkowo na pacjenta 56 i cwierc sekundy wiecej czasu. Nie jest to nawet minuta, w sumie nie oplaca sie nie robic tez przerwy, bo ten czas dla pacjenta nic nie daje, ale przy liczbie 48 dosyc ciezko jest zrobic sobie przerwe, jest to najczesciej niewykonalne.
- na raport jest przeznaczone 15 minut wieczorem i 15 minut rano, 15 minut to jest 900 sekund, i jak te 900 sekund podziele przez 48 pacjentów, to wychodzi, ze na pacjenta wychodzi 18 i trzy czwarte sekundy, i to jest czas na wysluchanie przeze mnie badz opowiedzenie, co jest z pacjentem. W to ma sie zmiescic wszystko- nazwisko, diagnoza, problemy, operacja, drenaze, leki dorazne, i duperele typu "przekaz jutro rannej szychcie, ze do wypisu do domu starców jutro wystarczy zamówic transport siedzacy", no i oczywiscie cala dokumentacja, która sklada sie w duzej mierze z haczyków tu i tam, ale aby odhaczyc, musze wiedziec, co mam odhaczyc, czyli znac pacjenta w sensie, co mu jest i jakie ma problemy. I tak 48 razy w taki dyzur. Co nie odhacze, teoretycznie nie wykonalam. Zawsze tez znajdzie sie pare pacjentów, którym trzeba do akt wspisac par4e zdan, sa to zawsze ci swiezo operowani, badz intensywnie nadzorowani (ha ha ha) np przy wstrzasie mózgu, przy transfuzjach, wszyscy nowo przyjeci, z demencja, i temu podobne.

Te rachunki skopiowalam i dalam szefowi na droge z zapytaniem, czy jest zdania, ze mam jeszcze wystarczajaco czasu na posprzatanie po sprzataczce ;)
Powiedzial mi, ze te 12 minut to chyba zarty, i to musi sie zmienic poprzez wiecej personelu. Wiec prosze bardzo i jak najszybciej. Skoczki byly w poprzednim tygodniu same nie dyplomowane, rózne asystentki i pomocnice pielegniarskie. Plusem bylo, ze w takie dnie, gdy skoczek nie jest dyplomowany, za dnia rozkladaja mi lekarstwa na drugi dzien, bo jest jasne, ze byloby to dla mnie niewykonalne w nocy. Za dnia tez jest ciezko wykonalne, ale to juz nie mój problem, róbta co chceta, ode mnie cudów nie wymagajta.

Mamy teraz naprawde fajny koniec listopada, pluchy dawno sie skonczyly, jest mrozno i rzesko, sama frajda pójsc rano z Mirka, po poludniu zreszta tez, jest niebotyczne slonce i kolorki na niebie. Mirka ma dzisiaj jakies rozwolnienie, akurat przedtem zameldowala koniecznosc wyskoku przed garaz. Zobaczymy, co bedzie w nocy, czy jeszcze bedziemy musialy wychodzic. Kochany grzeczny piesio.


niedziela, 20 listopada 2016

Totensonntag

Niedziela Zmarlych, ostatnia niedziela roku koscielnego. I moje, hm, ze tak to okresle, ulubione zdjecie na temat. Byly kiedys takie czasy. Mozna bylo glosno wykrzyczec swój ból, a nawet go uwiecznic. Dzisiaj- jakos "nie wypada".


Tu spoczywa
przy boku swojego godnego ojca
syn swojej najglebiej kochajacej matki
PETER JOSUE BARON ZOPH
królewsko- cesarski porucznik grafa Wallmoden
kirazjer 6. regimentu
w kwiecie swoich lat,
w 25 swojego pieknego zycia,
w 8 roku na drodze chwaly,
wyrwala go nieublagalna smierc
z ramion jego nieukojonej matki
1 stycznia 1820
Byl on pod kazdym wzgledem
jako syn jako czlowiek jako zolnierz
rzadkim przykladem dzieciecej milosci
serdecznej dobroci, rycerskiego honoru
najpiekniejsza radoscia serca, duma krewnych
ukochanym przyjacielem!
Za nim plyna lzy wszystkich
najbardziej bolesne te jego zlamanej matki
NIECH ODPOCZYWA W POKOJU!

sobota, 19 listopada 2016

Malovaný džbánku

Ok, nie dzbanek, lecz talerz. Taki na sciane. Z odzysku, z pchlego targu.